Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 26 października 2021

O nas

 Cześć! Jestem Hreczka! Jestem skromną klaczą szkółkową. Nie lubię tej pracy. Dzieci często są dla mnie miłe, ale nudzi mi się z nimi - jeszcze nie umieją galopować, skakać, jeździć w teren. Wszystko to co ja kocham. Dorosłych też nie lubię - po ich jazdach boli mnie grzbiet, aż mi się zapada. 

Najbardziej nie lubię przypinania popręgu - czuję wtedy ból i dyskomfort wzdłuż pleców. Czasem próbuję gryźć i czasem mi się to udaje. Nie jestem z tego wcale a wcale dumna. Zawsze wtedy instruktorka uderza mnie wodzami po nosie. To jest nieprzyjemne. Coraz mniej gryzę z tego powodu - boję się piekącego bólu od uderzenia cienkimi parcianymi wodzami. Marszczę nos z 
powodu dyskomfortu dopinania popręgu i staję się coraz bardziej obojętna...

Na większość jazd zakładają mi krótkie wypinacze. Wszystko daletgo, że nie lubię osób o niestabilnym dosiadzie i wyginam mój grzbiet unosząc głowę do góry. Potrzebuja żebym miała ją w dole. Kiedyś potrząsałam głową, parskałam i tańczyłam, ale widzę że to nie przynosi żadnych efektów. Skoro tak musi być...

Dopiero niedawno przyjechała dziewczyna. Niepozorna, staram się nie okazywać nic przy niej. Bardzo stara się o moje względy. Widać że mnie lubi. Ale na pewno i ona kiedyś przestanie tu przyjeżdżać - nie ma co się przywiązywać. Ale trzeba przyznać że takiej jeszcze tu nie było. Już na pierwszej jeździe odpięła mi wypinacze! Instruktorka była na nia potem bardzo zła - nie znam języka ludzi, ale pewnie obwiniała ją o ingerencje w mój trening. Ja byłam bardzo szczęśliwa - jechała na maksymalnie długiej wodzy przez CAŁĄ LEKCJĘ. Nawet galop tak był. Ja korzystałam z okazji i szłam cały czas z głową nisko! To było takie przyjemne...

-------------------------------------

Cześć! Jestem Sara. Jestem skromną osobą, ale potrafię wykazać naprawdę duże poświęcenie na rzecz bliskich. A Hreczka na pewno jest mi bliska. ♡ Opowiem Wam jak poznałam Hresiołka. ♡♡♡

Czerwiec 2021
Wysiadłam z samochodu. Rozejrzałam się po nowej stadninie. Podeszłam do budynku stajni. Od razu moją uwagę przykuły różowe chrapy wystające znad zbyt wysokich drzwi boksu (drzwi były mojej wysokości, mała klacz nie dosięgała).

Chwilę później...

- Dzień dobry! - wykrzyknęłam do instruktorki
- Dzień dobry, przygotuj sobie Hreczkę.
- A która to? Jestem tu nowa.
- Taka w pierwszym boksie po lewej.
- Aha.
- A i pamietaj zalożyć jej wypinacze. Inaczej będzie ci trudno, straszliwie zadziera głowę...

I poszła. Podeszłam do boksu klaczy. Byłam załamana. Klacz stała nieruchomo w odległym kącie boksu. "Potem przyniosę sprzęt, najpierw muszę zająć się klaczą" - pomyślałam. Podeszłam do niej. Stanęłam w bezruchu. Klacz odwróciła się i zaczęła mnie wąchać. Wyciągnęłam rękę, żeby ją podrapać po czole (wszystkie konie do tej pory to lubiły). A ona nagle zaczęła się cofać z przerażeniem. 
- Aha, okej. Nie lubisz drapania. - powiedziałam cicho

Gdy klacz była już ubrana, zapięta w wypinaczach, nagle zobaczyłam coś takiego w jej oczach. Ból. Dyskomfort. Po cichu zdjęłam jej wypinacze, a ona od razu spuściła głowę i zamknęła z rozkoszą oczy. Możecie myśleć: skądże to ona wiedziała, że z rozkoszą? Hreczka ma bowiem bardzo bogatą mimikę, widać każde "zmarszczenie brwi", strach, ból...

Jak gdyby nigdy nic zaprowadziłam klacz na halę. Trenerka caly czas pytała się, dlaczego nie zapięłam wypinaczy, a ja ją ignorowałam - w końcu nawet je przyniosła, ale... z wielce dziwnym (ale co najdziwniejsze - nie złym) wyrazem twarzy odłożyła je na pobliską kostkę siana. Zaczęłyśmy trening na całkiem luźnych wodzach - instruktorka była zła. Ale dalej ją ignorowałam. Reagowałam tylko na polecenie ćwiczeń. Cały czas jednak jechałam na upuszczonych wodzach. Szło mi dobrze może dlatego, że wcześniej kilka miesięcy uprawiałam west. 

Lekcja się skończyła. Pokochałam Hreczkę. Cały czas wydaje się być obojętna. Ale wiecie co - robię z nią ćwiczenia w stylu naturalnym (akademia JNBT) i tam są te jej spojrzenia, ten spokój kiedy obok mnie stoi lub idzie, to przymykanie oczu... Raz ubierałam ją do jazdy moim sposobem (przy mnie nie przeszkadza jak dopinanie popręgu, robię to bardzo powoli). Wszystko było dobrze i stała spokojnie z przymkniętymi oczami. Nagle weszła pani
- Dlaczego tak ci to wolno idzie? Przecież za minutę zaczynamy trening! 
Dopadła do Hreczki, szarpnęła za popręg i... Klacz obróciła się i ją ugryzła! A potem... To była magiczna chwila. Pani poszła schłodzić ugryzienie a ona tak się na mnie popatrzyła... Takim anielskim wzrokiem... Jakby mówiła: "ty się nie bój, tobie nic nie zrobię". Wiecie o co chodzi? 

Dziś Hreczka lubi jak ja drapię i głaszczę po szyi. Zaczyna trochę okazywać że mnie lubi.

W mojej stadninie jest możliwość wydzierżawienia koni szkółkowych, w tym jej. Jest to teraz moje największe marzenie - wydzierżawić Hreczkę! Niestety nie mam na to tyle pieniędzy. A tutaj jest ponoć 70zł za dzień, czyli 2100 za miesiąc. A ja to chciałabym wydzierżawić Hreczkę i jeszcze zapewnić jej fizjoterapeutę z Instytutu Jazdy Konnej (bardzo fajna stronka, zgodna w pełni z moimi przekonaniami jeździeckimi). Żeby jej ruchy przestały być spięte i krótkie (co na dłuższą metę sprawia ból typu "zakwasy"). Żeby mogła ćwiczyć bez wypinaczy, żeby czuła się kochana i żeby się otworzyła i mnie polubiła. 

Jest jeszcze jedna sprawa - moi rodzice nie wiedzą o tym moim marzeniu. Jest trochę odległe... definitywnie nie mamy na to wszystko pieniędzy. :_( w takich sytuacjach obrad na mnie beznadzieja - Hreczka ma już około 21 lat, dodatkowo ja niedługo będę za wysoka, żeby na niej jeździć... 



I czego jeszcze? :(

 Dziś przyjechałam do stajni. Okazało się że ktoś zapoprężył Hreczkę, czyli pozwolił jej jeść z dopiętym popręgiem... Biednej Hreczce zrobił...